Shutterstock. Subkonto to część konta ubezpieczonego w ZUS. Zakład prowadzi je dla osób, które są członkami otwartych funduszy emerytalnych (OFE), oraz dla osób, które po 31 stycznia
W przeciwieństwie do konta osobistego, gdzie przelewy przez internet są darmowe, za przelew z konta oszczędnościowego możesz zapłacić prowizję. Przy ich pomocy bank zachęca Cię do tego, żebyś nie wypłacał znajdujących się na nim pieniędzy. Za pierwszy przelew z konta oszczędnościowego w miesiącu nic nie zapłacisz.
Podział majątku a ukrycie pieniędzy. Sąd może zwrócić się do odpowiednich instytucji w celu uzyskania informacji o składnikach majątku wspólnego małżonków. W celu ustalenia czy przedmiotem majątku wspólnego są oszczędności blokowane przez małżonka na rachunkach bądź lokatach bankowych, sąd może zasięgać w odpowiednim
Wszystkie te pieniądze pochodzić będą z portfeli naszych lub naszych dzieci (no prawie wszystkie, budżet czerpie też dochody z dywidend, Lasów Państwowych czy zysków zakładów
Ekspert z Kancelarii Ars AEQUI twierdzi, że ustawodawca nie przewidział terminu, w którym należy się zgłosić po pieniądze po zmarłym członku OFE. I dodaje, że brakuje bezpośrednich regulacji pozwalających na ustalenie, by środki zgromadzone na subkoncie ZUS przepadały na rzecz Zakładu czy też Skarbu Państwa.
Polska traci znacznie więcej unijnych pieniędzy niż z KPO. 76,5 mld euro z wieloletniego budżetu UE, czyli ponad dwa razy więcej niż z KPO, może nie popłynąć do Polski, jeśli rząd PiS
Dla uznania transakcji za (nie)autoryzowaną nie jest istotne, czy dana osoba mogła znać loginy i hasła albo czy potwierdziła transakcję kodem jednorazowym. Prowadzi to wszystko do wniosku, że bank ma oddać pieniądze zawsze, gdy transakcji dokonała osoba do tego nieuprawniona. Takie postawienie sprawy było zamiarem ustawodawcy i
W jaki sposób dzielone są pieniądze między kraje Unii? czy też z handlu zezwoleniami na emisji CO2 w sektorze lotniczym czy morskim. Politycznym celem Unii jest rozstrzygnięcie tych
I nie sądzę, że jest to związane z inflacją – podkpiwa jednej z satyryków. Więcej prestiżu niż pieniędzy. No właśnie, pieniądze. W przypadku kabareciarzy stawki za występ nie są tak horrendalne, jak gaże polskich gwiazd muzycznych, które raczej nie schodzą poniżej 50 tys. zł za koncert. A bywa, że inkasują dużo więcej.
Niestety nie. Nie istnieją banki które nie współpracują z komornikiem. A mówiąc bardziej prostym językiem. Absolutnie każda instytucja bankowa w Polsce zablokuje Twoje środki na wniosek komornika. Polskie prawo stanowi, iż wszystkie one są zobowiązane do udostępnienia informacji o kontach.
R4OOw5H. Pieniądze i Prawo Porady prawne Data publikacji Czy policja może uchylić przyjęty mandat karny? Komendant policji nie może uchylić mandatu. Może to zrobić jedynie sąd, ale dopiero po jego zapłaceniu. Artykuł 101 Kodeksu w sprawach o wykroczenia przewiduje, że prawomocny mandat karny podlega niezwłocznie uchyleniu, jeżeli grzywnę nałożono za czyn niebędący czynem zabronionym jako wykroczenie albo na osobę, która popełniła czyn zabroniony przed ukończeniem 17 lat, albo gdy ustawa stanowi, że sprawca nie popełnia wykroczenia z przyczyn, o których mowa w art. 15–17 Kodeksu wykroczeń. Uchylenie następuje na wniosek ukaranego, jego przedstawiciela ustawowego lub opiekuna prawnego złożony nie później niż w terminie 7 dni od uprawomocnienia się mandatu lub na wniosek organu, którego funkcjonariusz nałożył grzywnę, albo z urzędu. Czy rolnik musi zapłacić mandat? Jeżeli nie zapłaci Pan mandatu, policja skieruje sprawę na drogę postępowania egzekucyjnego. Zgodnie z art. 100 wyżej wymienionego kodeksu, uprawnionym do poboru należności wynikających z grzywien nałożonych w drodze mandatu karnego, stanowiących dochód budżetu państwa, jest właściwy naczelnik urzędu skarbowego. Alicja Morozfot. arch. policja
Integracja inteligentnych maszyn i systemów zarządzania z działalnością człowieka to wyzwanie dla polskich firm. We współczesnej gospodarce nie da się efektywnie wykorzystywać posiadanych zasobów, surowców i biznesowych atutów bez wsparcia cyfrowych technologii. Trzeba jednak dobrze ocenić co nam się opłaca, a co nie. Przemysł decydować będzie o konkurencyjności polskiej gospodarki. Polskie firmy mają ogromną szansę, żeby szybko przeskoczyć z etapu zapóźnienia do awangardy rozwoju. 30 procent przedsiębiorców ma środki, ale nie wie, jak zrealizować wdrożenie w ramach Przemysłu Podążanie za trendem to za mało. Przed wyborem rozwiązań dla firmy trzeba ocenić i przetestować ich, oszacować nakłady, ocenić skalowalność projektu. To najważniejsze rekomendacje z debaty zorganizowanej w ramach XIV Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Polska ma obecnie wiele obszarów gospodarki, które są w zdecydowanej czołówce rozwiązań technologicznych na świecie z wykorzystaniem wsparcia IT. Pandemia dodatkowo zwiększyła zainteresowanie rodzimych firm rozwiązaniami z obszaru Przemysłu Wsparcie państwowych agencji okazało się dużą zachętą do składania wniosków o dofinansowanie niezbędne na transformację cyfrową firm. Pieniądze są, brakuje wiedzy - Instytucje publiczne, zwłaszcza w okresie pandemii, bardzo pomogły w przyspieszeniu transformacji cyfrowej polskiego biznesu. Mamy w Polsce 2 miliony firm, które będą musiały poddać się przekształceniom. Obok wsparcia edukacyjnego ważna jest pomoc finansowa. Teraz ważne będą decyzje dotyczące przyszłości. Przedsiębiorcy nie zostaną zostawieni samym sobie. Będą tworzone centra doradcze wspomagające przygotowanie projektów i wskazujące, skąd można na ten cel pozyskać środki - powiedziała w trakcie debaty "Przemysł zorganizowanej w ramach XIV Europejskiego Kongresu Gospodarczego dyrektor Departamentu Analiz i Strategii Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Paulina Zadura. Do kwestii publicznego finansowania dla rozwiązań Przemysłu odniósł się także Michał Janasik, wiceprezes ds. finansów i komercjalizacji Sieci Badawczej Łukasiewicz, zrzeszającej 26 instytutów i samodzielnych placówek badawczych, powiedział: - Firmy nie zawsze potrzebują wsparcia finansowego, dla nich najważniejsza jest pomoc w rozwiązaniu problemów technicznych czy poszukiwaniu wsparcia naukowego. Jeśli dostajemy problem do rozwiązania, to natychmiast uruchamiamy nasze procedury i w ciągu 15 dni udzielamy wstępnej odpowiedzi. Naukowcy są w stanie zweryfikować projekt i udzielić wsparcia technologicznego. Z naszym ocen wynika, że co najmniej 30 procent przedsiębiorców ma środki, tylko nie wie, jak wdrożenie wykonać. Czytaj także: Polski przemysł powinien się oswoić ze sztuczną inteligencją. Jak? Czy Polska na tle innych krajów wypada dobrze w cyfryzacji i przyswajaniu inteligentnych rozwiązań przydatnych w przemyśle? Problemem może być efektywność wdrożeń. Nie chodzi bowiem o to, aby podążać za modą i działać na rzecz powszechnej digitalizacji procesów; trzeba ocenić przydatność działań i wysokość ponoszonych nakładów. Czas na pilotaż - Pilotaż to rozwiązanie znakomicie nadające się do oceny przydatności projektów. Mowa o nisko kosztowej próbie odpowiadającej na pytanie o przydatności zmian i dostosowaniu infrastruktury informatycznej do efektywnego funkcjonowania przedsiębiorstwa - radził prezes APA Group, Artur Pollak. - Dobrze wykorzystana technologia daje kosmiczne przyspieszenie i poprawia jakość prowadzenia biznesu. APA Group, współpracując od ponad 20 lat z dużymi podmiotami w dziedzinie robotyzacji, automatyzacji procesów czy informatyzacji, zbudowała polską platformę przemysłowego Internetu Rzeczy o nazwie Nazca która jest technologią automatyzującą zarządzanie przepływem informacji. Firma od lat współpracuje z Politechniką Śląską w kształceniu studentów i przedsiębiorców z zakresu nowych technologii oraz w dziedzinie kształtowania odporności zawodowej przy podejmowanie trudnych, strategicznych decyzji. Od współpracy do innowacji - Jako uczelnia badawcza, mamy rozwiązania wspierające współpracę przemysłu z nauką. Szkoła wyższa pomaga przemysłowi, bo bez niego nie może istnieć. Owszem zdarzają się sytuacje, gdy nie wszystkie badania znajdują bezpośrednie zastosowanie, ale tak musi być. Firmy często sięgają po zewnętrzne środki i nie do końca efektywnie je wykorzystują. Od lat działamy w tak zwanej pętli sprzężenia zwrotnego, wychodząc z założenia, że na końcu dla przedsiębiorców najbardziej liczy się wynik finansowy z przeprowadzonego wdrożenia - powiedziała dziekan Wydziału Mechanicznego i Technologicznego Politechniki Śląskiej, Anna Timofiejczuk. Czytaj także: Przemysł zyska więcej wiatru w żagle. Pomoże sztuczna inteligencja Przemysł w praktyce oznacza przygotowanie innowacyjnych rozwiązań, które pozwalają zdobyć przewagę konkurencyjną. Tak stało się z polskim autobusem elektrycznym, który niebawem trafi do seryjnej produkcji w zakładach w Solcu Kujawskim. - Polski autobus elektryczny pierwszy raz został pokazany na targach w Brukseli i wzbudził duże zainteresowanie, ponieważ przy projektowaniu zastosowaliśmy innowacyjne rozwiązanie, umieszczając ogniwa bateryjne na podłodze pojazdu. Autobus będzie dodatkowo wyposażony w oprzyrządowanie monitorujące stan techniczny napędu, akumulatorów, rozmieszczenie pasażerów itp. Odbyliśmy w minionym roku ponad 1200 spotkań z przedstawicielami gmin i potencjalnych nabywców. Dla wielu zaskoczeniem był fakt, że przy produkcji autobusu około 60 procent części pochodzić będzie od polskich dostawców - przekazał dyrektor regionalny ARP e-Vehicles Piotr Janiak. Wiele polskich firm już od kilku lat wdraża rozwiązania Przemysłu w praktyce. Do tej grupy można zaliczyć wiodącego europejskiego producenta sprzętu AGD, giełdową spółkę Amica. - Internet Rzeczy wykorzystujemy w rozwiązaniach służących naszym klientom. Możliwy jest pełen podgląd naszych zapasów w lodówce, aplikacje w kuchence pozwalające na ściąganie przepisów kulinarnych, ustawianie przez telefon temperatury w klimatyzatorze. Udało nam się rozwiązać składowanie gotowych wyrobów i części w magazynach wysokiego składowania przy wykorzystaniu inteligentnych maszyn i robotów. Jednak na co dzień stosujemy przy takich rozwiązaniach ocenę bariery skalowalności. Nie wszystko da się powszechnie wykorzystać w skali całej grupy, ale bez testów i techniki prób i błędów, osiągnięcie poprawy konkurencyjności byłoby bardzo trudne - dodał członek zarządu ds. transformacji cyfrowej Grupy Amica, Robert Stobiński. Wizją Vetasi jest być partnerem w zakresie zarządzania zasobami i usługami oraz pracować jako przedłużenie zespołu klienta, dostarczając specjalistyczną wiedzę branżową i w ramach konsultingu zarządzać pracą i zasobami ludzkimi. Kadry i infrastruktura - To, czego doświadczyliśmy w okresie pandemii, to fundamentalna zmiana w przedsiębiorstwach, gdzie przeprowadzono digitalizację dokumentów i większości procesów oraz praca zdalna. Jako firma niszowa, działająca na rynku wdrożeń systemów wspierających Przemysł mogę powiedzieć, że Polska na tle innych państw wypada dobrze. Wyróżnia się u nas przede wszystkim kadra informatyczna. Poza tym jest jeszcze jedna różnica – zagranicą firmy podejmują decyzje o inwestycjach w nowe technologie i cyfryzację, ponosząc samodzielnie te wydatki, podczas gdy u nas mogą liczyć na zewnętrzne dofinansowanie - mówi Jarosław Łukasiewicz, dyrektor zarządzający na Polskę oraz Region Wschodniej Europy Vetasi. Czy obecna infrastruktura techniczna ogranicza rozwój najnowocześniejszych technologii w gospodarce? - Gdy mówimy o infrastrukturze wykorzystywanej w transformacji Przemysłu warto pamiętać, że mowa jest o sprawnej i bezpiecznej komunikacji firm ze światem zewnętrznym, ale także wewnątrz struktur biznesowych. Gdy mówimy o sieci przesyłowej, to bez wątpienia mamy dobrą sieć światłowodową. Wiele firm podejmuje decyzje o budowie własnych, wewnętrznych sieci, odpornych na zewnętrzne zagrożenia. Tworzenie dedykowanych sieci WiFi daje nowy impuls do innowacyjnych wdrożeń. Ważne jest to, że rozwiązania są dostępne, przetestowane w różnych warunkach. Same firmy powinny zrozumieć, że do stosowania nowych rozwiązań trzeba się technicznie przygotować - wskazał dyrektor handlowy Cellnex Poland, Mikołaj Skipietrow. Przemysł decydować będzie o konkurencyjności polskiej gospodarki, efektywnym zarządzaniu zasobami ludzkimi i postępie technologicznym. Agencje rządowe są przygotowane merytorycznie, technicznie i finansowo do wsparcia przemysłu. Warto podjąć wyzwanie cywilizacyjne, aby inni nas w tym nie wyprzedzili. Zobacz zapis całej sesji "Przemysł zorganizowanej w ramach XIV Europejskiego Kongresu Gospodarczego
Pieniądze są dobre czy złe? Panują na ten temat różne opinie. Jedni powiedzą, że są użyteczne i ułatwiają wiele rzeczy, drudzy natomiast określą je jako zło wcielone. A jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Z czym kojarzą Ci się pieniądze i bogactwo? Jakoś tak się jednak przyjęło w tym naszym świecie, że najczęściej pieniądze są przedstawiane jako źródło wszelkich nieszczęść i zła. W większości przypadków taka postawa jest nam niestety wpajana od urodzenia przez nasze otoczenie i środowisko, w jakim się wychowujemy. Często również ludzie bogaci i zamożni są przedstawiani jako krętacze, wichrzyciele, złodzieje oraz ci, którzy dorobili się na nieszczęściu innych. Niestety w wielu przypadkach takie twierdzenia są po prostu krzywdzące i bezpodstawne; są tylko i wyłącznie oznaką zawiści i zazdrości. Rozjaśnijmy zatem nieco temat i wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Trzeba zrozumieć, że: Pieniądze to narzędzie. Nie są więc ani złe, ani dobre. To od Ciebie zależy, czym one dla Ciebie będą. Ty decydujesz o tym. Zobacz to na takim przykładzie. Łopata to też narzędzie. Możesz wyjść i przekopać sobie ogródek w celu posadzenia ładnych kwiatków, których widokiem i zapachem będziesz się cieszył i jest to dobre wykorzystanie tego narzędzia. Jednak to samo narzędzie może zostać użyte i w złym celu. Łopatą można zrobić również komuś krzywdę. Zaczynasz łapać, w czym rzecz? To decyzja tego, kto ją posiada i co chce z nią zrobić, określa czy będzie użyta w dobrych, czy w złych zamiarach. Łopata sama w sobie nie jest zła czy dobra. Ona jest. To po prostu narzędzie. Tak samo jest z pieniędzmi. Tylko i wyłącznie Ty określasz, jak mają Ci służyć i jakie mają dla Ciebie znaczenie. Jeśli Twoim zamiarem jest np. zabezpieczenie finansowo rodziny, zadbanie o bliskich, podróżowanie, wybudowanie schroniska dla zwierząt, pomoc bezdomnym, wspieranie akcji i instytucji charytatywnych, pomoc innym ludziom, przeznaczanie środków na rozwój kultury i sztuki bądź na badania nad wynalezieniem jakiegoś leku itd. itp. to czy można w tym wypadku mówić, że pieniądze służą złu? Nonsens, ponieważ takie właśnie przykłady pokazują użyteczne i mądre ich zastosowanie. Jednak można również przeznaczyć, a właściwie stracić pieniądze na alkohol i inne używki lub hazard bądź, co gorsza, broń i zrobić z tego wszystkiego niewłaściwy użytek. Także jak widzisz, to człowiek decyduje, na co przeznaczy pieniądze, a nie pieniądze decydują o tym, na co człowiek je przeznaczy. To taka subtelna różnica i warto ją zapamiętać. Pieniądze to środek do realizacji celu. W zasadzie można powiedzieć pośrednik. To narzędzie mające Ci pomóc w realizacji tego, co zamierzasz. Pamiętaj też, że pieniądze to nie cel sam w sobie. Uzbieranie górki „zielonych” i trzymanie ich pod kluczem niczego nie zmieni. Jednak to, co dzięki nim uzyskasz i zrealizujesz, to będzie właśnie cel. Także nie daj sobie wmawiać, że pieniądze to zło wcielone. To nie one są przyczyną nieszczęść. To człowiek tworzy nieszczęścia. Zauważ, że przyczyną wielu konfliktów, kłótni i sporów nie jest posiadanie pieniędzy tylko zazwyczaj ich brak. Ciekawe, prawda? W zasadzie to można odnieść nie tylko do pieniędzy, lecz i do odczuwania ogólnego braku wszystkiego np. dóbr materialnych, miłości, jedzenia, akceptacji itd. To właśnie tworzy frustrację, stres, złość, nienawiść i zazdrość oraz popycha do robienia rzeczy niewłaściwych, uciekania się do przemocy, jak i szukania ukojenia w różnego rodzaju używkach. Miałeś złe wyobrażenie na temat tego, czym są pieniądze? Zmień to natychmiast. Jeśli masz zamiar zrealizować własne marzenia i cele, to nie możesz myśleć o nich w negatywnych kategoriach. Od dzisiaj pieniądze niech kojarzą Ci się pozytywnie. Artykuł powstał dzięki portalowi Pożyczki długoterminowe
Pieniądze w skarbonce czy na koncie dziecka mogą pomagać zaspokajać potrzebę rozwoju, twórczości i kreatywności. Mogą wspierać również potrzebę relacji, wzajemności i dawać poczucie sprawczości – przekonuje Anita Janeczek-Romanowska, psycholożka dziecięca. Zdecydowana większość rodziców, bo aż 77 procent uważa, że dzieci powinno się edukować w zakresie finansów i to od najmłodszych lat. Tak wynika z badania Banku BNP Paribas pn. "Badanie postaw rodziców wobec kieszonkowego", które jest częścią projektu dla rodziców, nauczycieli i dzieci "Misja Kieszonkowe". Edukacja jest tym bardziej konieczna, bo dorośli przyznają, że najmłodsi dysponują dużymi zasobami finansowymi, często większymi, niż ich realne potrzeby. Maluchy są bowiem coraz częściej wspomagane budżetowo przez dziadków, chrzestnych czy osoby z najbliższego otoczenia. Łatwiej dać bowiem pieniądze niż szukać prezentu dla malucha "który wszystko ma". Pytanie tylko, czy dzieci naprawdę potrzebują pieniędzy? Czy i kiedy warto zacząć edukację finansową najmłodszych? Porozmawialiśmy o tym z Anitą Janeczek-Romanowską, psycholożką dziecięcą, współzałożycielką Ośrodka wsparcia i rozwoju Bliskie Miejsce w Warszawie. Agnieszka Jarosz: Niektórzy specjaliści twierdzą, że dziecko już od najmłodszych lat należy uczyć finansów, choćby przez omawianie z nim domowego budżetu. Co Pani o tym sądzi? Warto w ten sposób edukować dzieci? Anita Janeczek-Romanowska: Te rozważania dobrze jest zacząć od tego, co nazywamy edukacją w tym obszarze. Wielu rodziców nawet nie zdaje sobie sprawy, że część tego uczenia odbywa się mimochodem. Dzieci uczą się liczyć, dokonywać prostych operacji, wymieniać już w wieku przedszkolnym. Już wtedy zaczynają rozumieć pojęcia "mniej"/"więcej", a swoje pierwsze transakcje prowadzą podczas zabaw już jako kilkulatki. Edukacja finansowa często dzieje się obok codzienności – podczas dyskusji na zakupach, obserwacji jak rodzice płacą czy nawet w ramach zabawy w sklep czy restaurację. Nazwałabym tę część edukacją nieformalną, taką, której często nie zauważamy, a ona się dzieje. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby świadomie i celowo wprowadzić również edukację formalną, czyli działania, których nadrzędnym celem jest wsparcie dzieci nie tylko w rozumieniu konstruktu pieniądza i płatności, ale też w oszczędzaniu i planowaniu wydatków. W dyskusji wokół tego tematu dobrze jest połączyć to, co mówią ekonomiści z tym, co wnosi nam psychologia rozwoju dziecka. Jeśli będziemy przykładać do tematu edukacji finansowej tylko jeden z tych filtrów, umknie nam wiele istotnych informacji. Wypowiadając się z perspektywy psychologa, chciałabym zwrócić uwagę na fakt, że bez pewnych umiejętności rozwojowych z zakresu tzw. funkcji wykonawczych, edukacja finansowa będzie utrudniona. Te umiejętności wiążą się z uwagą, pamięcią, podejmowaniem decyzji, planowaniem, wyciąganiem wniosków itp. Zanim dzieci zaczną oszczędzać, uczą się gromadzenia i tracenia w zabawie, np. zbierając kamienie. Zanim zaczną planować, na co wydadzą owe oszczędności, uczą się planowania np. w trakcie konstrukcji z klocków. Każda umiejętność, która przydaje się tam, gdzie mamy do czynienia z pieniędzmi, jest więc ćwiczona o wiele wcześniej niż możemy wprowadzać stricte finansową edukację. Ta z kolei może opierać się o różne formy, uwzględniające, etapy rozwoju myślenia - od konkretu do abstrakcji. Najpierw mogą to być zabawy w sklep i zakupy, potem czytanie książek o tej tematyce, robienie listy zakupów - najpierw obrazkowej a potem słownie, zakładanie pierwszej skarbonki, udział dzieci w naszych decyzjach zakupowych, rozmowy o ekonomii i ekologii itp. Tutaj znowu pomoże nam wiedza z psychologii rozwojowej i np. fakt, że większość dzieci w wieku 4 lat ma bardzo silną potrzebę stymulacji i posiadania, przy jednoczesnej trudności z odraczaniem gratyfikacji. Zabieranie czterolatków na zakupy może być więc wyzwaniem i polem wielu dyskusji. Im więcej takiej wiedzy mamy, tym wsparcie w edukacji finansowej będzie łatwiejsze, bo nie będziemy oczekiwać od dzieci czegoś, co jest dla nich rozwojowo niedostępne. Edukacja finansowa często dzieje się obok codzienności – podczas dyskusji na zakupach, obserwacji jak rodzice płacą czy nawet w ramach zabawy. Według Pani – dawać kieszonkowe czy nie dawać? I jeśli dawać to dlaczego? Myślę, że zanim odpowiemy sobie na pytanie "czy dawać?", dobrze zadać sobie pytanie "po co chcemy to robić? Jaka ma być funkcja kieszonkowego w naszej rodzinie?" Świadomość tego, co nami kieruje, przynosi tez jasność czy na pewno kieszonkowe jest tą drogą do danego celu i czy jest jedyną. Popatrzmy na dwa przykłady. Jeden to taki, w którym decydujemy się dawać kieszonkowe, żeby dziecko do czegoś zmotywować, np. do sprzątania pokoju, wyrzucania śmieci, wychodzenia z psem. Widzimy więc w nim pewną nagrodę, element transakcji, który jest niczym innym jak motywacją zewnętrzną do podejmowania określonych zachowań. I tu pojawiają się dwie pułapki - jedna związana z rozumieniem relacji, druga z rozumieniem procesu uczenia się. Zacznijmy od tej relacyjnej. Współpraca z dziećmi bywa trudna, szczególnie tam, gdzie w grę wchodzą obowiązki i zadania, do których dzieci nie ciągnie tak po prostu. My chcemy, żeby dzieci pomagały i miały jakieś obowiązki, a one nie chcą ich realizować same z siebie. I powiem to, choć będzie to zapewne trudne - w pewnym wieku i na pewnym etapie rozwoju jest to bardzo częste - dzieci nie czują naszej koncepcji porządku, często z uwagi na wiek, jeszcze nie wiedzą, jak wcielić ją w życie, przez co nie mają do niej wewnętrznej motywacji. Nie przyjdą do nas i nie powiedzą "chyba sobie posprzątam, bo mam taki bałagan na biurku". My w rodzicielskiej bezradności, obawie o ich sumienność w przyszłości, ale też potrzebie rodzinnej współpracy, wpadamy więc na pomysł motywowania czymś z zewnątrz, żeby ta "chęć się pojawiła". Sęk w tym, że zupełnie nieświadomie zamieniamy wtedy nasze bezwarunkowe relacje na warunkowe transakcje, przynajmniej w tym obszarze, za który chcemy dziecku płacić. Czyli w pewnym obszarze stajemy się pracodawcami, a nie rodzicami. W dłuższej perspektywie może być to niekorzystne nie tylko dla relacji w rodzinie, ale dla jej struktury i funkcji. Zamiast szukać rozwiązań na wspólną troskę o dom, psa etc., której źródło jest w tym, że chcemy się o siebie troszczyć, wspierać się, tworzyć razem dom i o niego dbać, wpadamy w pułapkę mini pensji za wykonanie zadań. Wielu rodziców sięga po taki argument, że to szkoła życia i lekcja tego, że pieniądze nie spadają z nieba. Pytanie czy to faktycznie jedna z najważniejszych lekcji w relacjach rodzinnych? I tu przechodzimy do drugiej pułapki - nastawienie na motywację zewnętrzną (nagrodę za spacer z psem), nie będzie wspierać motywacji wewnętrznej. Jak bardzo jest to ryzykowne, wie każdy rodzic, który płacił za wyrzucenie śmieci, a przy kolejnej prośbie, usłyszał od dziecka "a co ja z tego będę mieć?" Inną motywacją, dla której możemy sięgać po kieszonkowe, jest szeroko rozumiana edukacja finansowa dzieci. I tu znowu - nie ma dobrej, ani złej odpowiedzi - dawać czy nie. Warto przyjrzeć się temu, czy kieszonkowe wydaje nam się być jedyną opcją czy jedną z wielu. Kiedy tych opcji robi się więcej, łatwiej odpowiedzieć sobie na to bazowe pytanie. Edukacja finansowa to też robienie zakupów z rodzicami, robienie ich na prośbę rodziców, obracanie gotówką, a nie tylko płatnościami bezgotówkowymi, zadania na matematyce, a nawet gra w Monopol. Ba! W świecie dzieci pieniądze nie są jedyną walutą. One odrabiają lekcje z edukacji finansowej już jako przedszkolaki, kiedy wymieniają się figurkami albo kartami i negocjują, ile chcą dostać za tę najbardziej unikalną, a ile same są w stanie "zapłacić", czyli wymienić się za inną. Wrócę więc do myśli z początku - im większą mamy jasność celu, tym łatwiej nam będzie podjąć decyzję czy dawać czy nie. Dobra odpowiedź to taka, która służy całej naszej rodzinie. Po co dzieciom pieniądze i czy w ogóle najmłodsi powinni je mieć? Z psychologicznego punktu widzenia pieniądze mogą być strategią na zaspokojenie niektórych potrzeb. Nie jest to z pewnością jedyna strategia i warto, żeby wiedzieli o tym zarówno rodzice jak i dzieci. Pieniądze w skarbonce czy na koncie dziecka mogą pomagać zaspokajać potrzebę rozwoju, twórczości i kreatywności - np. poprzez dodatkowe lekcje jazdy konnej, obóz językowy, nową deskorolkę. Mogą wspierać potrzebę relacji i wzajemności, np. kiedy dziecko chce móc coś kupić mamie na jej święto albo obdarować przyjaciela. Pieniądze mogą być odpowiedzią na poczucie sprawczości - ich zbieranie, odmawianie sobie czegoś, a wreszcie realizacja obranego celu, mogą pomagać w postawie "mogę, potrafię, daję radę". To tylko część z potrzeb, jakie dzieci mogą realizować między innymi poprzez posiadanie pieniędzy. Co ciekawe te same potrzeby mogą realizować wokół pieniędzy, ale bez ich fizycznego posiadania. Pieniądze mogą być odpowiedzią na poczucie sprawczości - ich zbieranie, odmawianie sobie czegoś, a wreszcie realizacja obranego celu, mogą pomagać w postawie „mogę, potrafię, daję radę”. Mogą razem z nami planować wydatki - ustalając z czego zrezygnujemy, a o co będziemy razem się starać, żeby wspomniany obóz językowy był możliwy. Mogą umówić się z nami, że pomożemy im w realizacji pomysłu na prezent poprzez zakup materiałów na podarunek, który dziecko samo wykona. Mogą też rozwijać swoją sprawczość poprzez działanie, które przybliży je do celu, np. zamiast oszczędzania na rolki, brać udział w różnych konkursach, w których można je wygrać. "20 zł dla pięciolatki, 50 zł dla dziesięciolatka, 100 zł dla nastolatka w wieku 15 lat – to przeciętne kieszonkowe, które wynika z przeprowadzonych przez BNP Paribas badań." Ta wysokość jest rozsądna? I czy rodzic powinien się interesować na co dziecko wydaje kieszonkowe? Rozsądne są takie kwoty, które nie będą obciążeniem dla całej rodziny i pozwolą realizować cel kieszonkowego, który, jak już wspomniałam, dobrze jest u siebie rozpoznać. Jeśli np. naszym celem będzie wsparcie umiejętności oszczędzania, to kwotę dobrze zaplanować tak, żeby dziecko faktycznie ćwiczyło oszczędzanie i odraczanie gratyfikacji, a nie już po jednej wypłacie mogło kupić to, o czym marzy. Wychodząc z zasady, że potrzeby rosną razem z wiekiem naturalne wydaje się, że te kwoty adekwatnie się zwiększają. Obok tego, jakie to są kwoty, warto też zastanowić się nad częstotliwością oraz sposobem wypłacania. Mniejszym dzieciom (przedszkolakom i uczniom pierwszych klas podstawówki) warto wypłacać mniejsze kwoty, ale np. raz w tygodniu z uwagi na to, że ich moment rozwoju utrudnia jeszcze odraczanie gratyfikacji. Z założenia kieszonkowe jest do dyspozycji dziecka, choć zdarza się, że jest ono składką na większy zakup. Tę kwestię warto omówić z dzieckiem, ale nie na zasadzie "umawiamy się, że z kieszonkowego odkładasz na rower", bo tego typu umowy zwykle są bardziej po naszej, rodzicielskiej stronie i są raczej "propozycją nie do odrzucenia". To, co warto zrobić, to porozmawiać z dzieckiem czy chciałoby na coś zbierać, ile może mu to zająć czasu, jak w międzyczasie może opłacać swoje drobne zakupy itd. Czasem pomocne będzie poszukanie rozwiązań, które pomogą rozłożyć kieszonkowe na bieżące i oszczędności, np. poprzez ustalenie, że z pieniędzy od nas dziecko opłaca bieżące sprawy, a z tych od rodziny (np. na urodziny, komunię) odkłada na coś ustalonego wcześniej. A co, jeśli kogoś nie stać na taki comiesięczny wydatek? W tej sytuacji warto jest pamiętać o dwóch kwestiach. Pierwsza to taka, że edukacja finansowa jest łatwiejsza, kiedy dzieci mogą operować pieniędzmi jako konkretem, ale kieszonkowe nie jest jedyną drogą ku temu. Warto więc zapraszać dzieci do robienia zakupów, w zależności od ich wieku prosić je, żeby to one wzięły określoną kwotę i poszły coś kupić, rozmawiać z nimi o planowaniu budżetu itd. Drugą kwestią, o której warto pamiętać jest to, jakie znaczenie nadajemy pieniądzom w naszej rodzinie, czyli jak się o nich mówi. Czy pieniądze utożsamiamy ze szczęściem i radością (np. mówiąc, że mielibyśmy cudowne wakacje, gdybyśmy mieli większy budżet) albo czy budujemy skojarzenia pieniądze = dobre relacje (np. mówiąc, że ktoś nie zaprosił nas na spotkanie, bo zarabiamy mniej). Te znaczenia, jakie nadajemy będą ważne zarówno wtedy, kiedy pieniędzy mamy dużo, jak i w odwrotnej sytuacji. Traktowanie ich jako element, a nie sens życia, może być pewnego rodzaju amortyzacją na sytuacje, w których nie będziemy mogli pozwolić sobie na regularne kieszonkowe, ale to nie będzie nam odbierało możliwości rozmów o pieniądzach, oszczędzaniu i planowaniu wydatków. Tym, o czym jeszcze warto wspomnieć, jest pokazywanie dzieciom, że świat nie opiera się tylko na wymianie - usług, towarów, pieniędzy, ale również (a dla psychologa przede wszystkim) na relacjach. Nawet jeśli my sami nie mamy oszczędności, możemy zrobić coś dobrego dla innych - wyprowadzać psy w schronisku, wspierać potrzebujących, robić coś dla drugiej osoby bez oczekiwania czegoś w zamian.